Historia Białej Damy

Historia Białej Damy

20 lutego 2020 0 By Daniel

12 wrzesień 1903 rok Grodziec Śląski

Pojechałem na południe polski, była to długa podróż z mojego rodzinnego miasta. Przejechałem przez Tomaszów Trybunalski i Częstochowę tylko dla tego, żeby rozwiązać niesamowitą zagadkę. Kiedy dojechałem do Grodźca Śląskiego ludzie patrzyli na mnie ze zdziwieniem, bo od bardzo dawna nie było tam samochodu. Pojechałem do domu zajezdnego na przeciwko strażnicy. W tamtym miejscu tętniło życie, stragany z owocami i warzywami. Pieczywo i mięso, niektórzy sprzedawali nawet włókno i ubrania. Poszedłem na kilka chwil coś kupić na obiad, kupiłem chleb i miskę dobrego bigosu. Kiedy wróciłem do domu zajezdnego dostałem kluczyk do pokoju. Na piętrze było 5 pokoi z czego jeden był mój. W środku było łóżko, biurko, świeca, paczka zapałek i mała komoda z kwiatami w wazonie. Rozpakowałem się i zjadłem posiłek. Po posiłku położyłem się spać.

13 wrzesień 1903 rok Grodziec Śląski

Rano jak się obudziłem zjadłem śniadanie i pojechałem na zamek. Po drodze zobaczyłem piękne widoki, lasy i wzgórza. Kiedy dotarłem do zamku, zapukałem do drzwi. Otworzył mi młody gospodarz, miał okulary i marynarkę.

– Co pana do nas sprowadza? – spytał mnie.

– Przyjechałem w sprawie białej damy – odpowiedizłem i pokazałem plik dokumentów i listów.

– Oczywiście, zapraszam. – odpowiedział i zaprosił mnie do środka.

Gospodarz zaprowadził mnie do dużej sali z kominkiem i dwoma fotelami. Usiadłem na jednym i położyłem swój bagaż podręczny. Chwilę puźniej gospodarz przyszedł z herbatą i ciasteczkami.

– Proszę mi powiedzieć, co już pan ma? Jakieś dokumenty, akty czy coś w tym stylu? – spytałem i zabrałem łyk herbaty.

– Narazie wiemy nie wiele, ale mamy przepuszczenia gdzie można znaleść nowe informacje. Od bardzo dawna już przyglądaliśmy się tej historii, ale jest to wielka tajemnica. Dlatego pana tu zaprosiłem.

Chwilę jeszcze sobie porozmawialiśmy. Dowiedziałem się dużo informacji , które później zapisałem. Tak minął cały dzień. Wieczorem wróciłem do mojego pokoju i poszedłem spać.

14 wrzesień 1903 rok Grodziec Śląski

Przyjechałęm do zamku jak najszybciej. Zaraz po przejściu progów drzwi zacząłem węszyś i szperać. Gospodarz miał w swoich dokumentach mapę zamku i dokładny opis wszystkich komnat. Projekt był podzielony między kilku właścicieli, w tym zanalazłem część, którą zbudowała Zofia Zobel. Dokłądnie przeanalizowałem cały projekt i znalazłem tą część zamku. Jedyne drzwi prowadzone do tej części, według opisu znajdowały się w spiżarni. Te informacje mi się nie zgadzały. Żaden zamek nie budołwał przejścia do drugiej połowy w spiżarni !!! Musiałem się upewnić. Zeszłem z lampą do podziemi i wędrowałem po komnatach. Spiżarnia jak spiżarnia, aż znalazłem tajemnicze drzwi. Były dobrze zamaskowane, ale moje sokole oko znalazło je bez problemu. Chciałem je otworzyć ale były zamknięte na klucz. Wróciłem do gospodarza i powiedziałem mu o moim odkryciu. Zaprowadził mnie do biblioteki i powiedział:

– Dużo rzeczy można znaleźć w bibliotece, jest to tajemnicze i niesamowite miejsce. W zeszłym roku znaleźliśmy tutaj stare kroniki z starych dziejów. – Ta informacja, może być bardzo interesująca. Mógł by pan mi je dać bym przejrzał je?

– Oczywiście. – odpowiedział gospodarz i zostawił mnie samego w bibliotece. Zacząłem szperać i czytać. Znalazłem interesujące informacje na temat Zofii Zobel i o jej rodzinie. Temat mnie pochłaniał w całości.

15 wrzesień 1903 rok Grodziec Śląski

Następnego dnia, wziąłem ze sobą specjalną torbę i pojechałem na zamek. Na miejscu wyciągnąłem narzędzia i dokładnie sprawdzałem każde pomieszczenie. Po dokładnym przeszukaniu, stwierdziłem, że nadszedł czas na przeszukanie cmentarza. Pracowałem i pracowałem, aż doszedłem do sedna pod jednym z nagrobków znajdywał się mały kluczyk. Niestety, ale był za mały i nie mógł otworzyć tych wielkich drzwi w piwnicy. Podszedłem z moim znaleziskiem do gospodarza i podałem mu kluczyk.

– Znalazłem tek klucz pod nagrobkiem. Był zarośnięty mchem i torfem, myślałem, że to symboliczna tradycja, ale nic takiego nigdy nie istniało. Co może otworzyć ten klucz?

– Nie sądziłem, że kiedyś się znajdzie. Ten kluczyk to kluczyk do starej pozytywki. Pozytywki zbudowanej, przez Józefa Bożka. Maria Zobel odziedziczyła ją po babci, a kluczyk zaginął, ale teraz się znalazł.

Gospodarz tak się ucieszył, że aż w podskokach pobiegł na piętro. W komnacie Marii Zobel z komody wyciągnął małą pozytywkę, a potem zabrał ją do salonu. Na fotelach przy kominku i herbacie otworzyliśmy pozytywkę. Z środka było słychać cichutką muzyczkę, gospodarz wśród drogocennej biżuterii znalazł klucz. Duży miedziany klucz z dokładnym wykończeniem. Razem z gospodarzem zeszliśmy do piwnicy. Podeszliśmy do tajemniczych drzwi i włożyliśmy klucz. Delikatnie, przesunąłem klucz w prawo i otworzyłem drzwi. Za drzwiami znajdowała się mała komnata, zimna ciemna, a nawet przerażająca. Gospodarz rozglądał się po pomieszczeniu i znalazł bardzo interesującą książkę. ” Zobel Zofias Tagebuch teil. 2 „.

– Czy to ? -popatrzył na mnie gospodarz

– Tak proszę pana, to jest pamiętnik Zofii Zobel. – wiedziałem co to jest znam kilka języków. Włoski, francuski, angielski, niemiecki i hiszpański. Wziąłem pamiętnik do swojego mieszkanka i poszedłem spać.

16 wrzesień 1903 rok Grodziec Śląski ( godzina 00:30 )

Usłyszałem dziwne dźwięki, był to cichy pisk. Coś dziwnego, otworzyłem oczy i popatrzyłem na biurko. Stała przy nim dziwna postać, biała, pół przeźroczysta i bardzo podenerwowana. Chaotycznie szperała w moich rzeczach. Pamiętnik, który zabrałem miałem pod poduszką, więc udawałem, że dalej śpię. Chciałem trochę się przyjrzeć tej postaci, ale zauważyła, że nie śpię i uciekła z pokoju. Pobiegłem za nią, ale w korytarzu już jej nie było.

Tego samego dnia o godz. 07:27 pojechałem na zamek. Dla bezpieczeństwa zabrałem dziennik ze sobą. Na zamku wszystko opowiedziałem gospodarzowi, ewidentnie wyglądał na zaniepokojonego.

– Tego się obawiałem. – powiedział zmartwiony

-Czego ? – spytałem zaciekawiony

-To ona, zauważyła, że coś knujemy i się zdenerwowała.

Byłem zaskoczony, ale nadal nie wiedziałem o co chodzi. Gospodarz chaotycznie wybiegł z sali i pobiegł do biura. Poszedłem za nim, a kiedy wszedłem do pokoju zobaczyłem jak agresywnie grzebał w dokumentów, zrzucał je z nerwami na ziemię, aż znalazł to czego szukał.

-Co to ? – spytałem nie pewnie

– Jajo Fabergé. Najcenniejsza pamiątka po Zofii Zobel. Dostała je również od Józefa Bożka wynalazcy z bier. Był to najdroższy prezent od Józefa. Zofia dostarczyła mu złoto, a on stworzył to jajko. Jest ono zaszyfrowane i niestety nie znam kodu, ale mamy dziennik, może w nim jest ?

-Sprawdźmy ! – powiedziałem i otworzyłem dziennik. Kartkowałem, kartka po kartce, aż znalazłem dokładny rysunek jajka Fabergé. – Chyba coś mam ! Tutaj widać dokładny opis tego jajka. Wymiary i inne.

– To ważne informacje, czy jest coś jeszcze napisane ?! – spytał gospodarz

-Tak !!! Ale po łacinie. Muszę to na spokojnie sobie przetłumaczyć. – powiedziałem i zabrałem pamiętnik.

Byłem zaskoczony, bo zagadka Zofii Zobel stawała się coraz bardziej zagmatwana i na dodatek za biała postać. Postanowiłem sobie odpocząć od pracy i pojechałem do pokoju i poszedłem spać.

16 wrzesień 1903 rok Grodziec Śląski

Spałem bardzo długo. O 9:00 obudziłem się zaniepokojony. Zapomniałem, że w każdym momencie mogła znów przyjść. Kiedy wstałem z łóżka podbiegłem do biurka i patrzyłem czy wszystko mam. Kiedy się upewniłem pojechałem do kościoła. Zabrałem dziennik ze sobą dla bezpieczeństwa. Kościół był przepiękny, ozdobny i kolorowy. Poznałem tamtejszego księdza Józefa Łomozika. Przedstawiłem mu się i powiedziałem co robię w Grodźcu. Zaprosił mnie na obiad na parafii. Pani kościelna przygotowała kaczkę, z resztą bardzo smaczną. Opowiadał mi o Grodźcu i o jego historii, aż spytałem.

– A wie ksiądz coś może o Zofii baronowej Zobel ? – spytałem, przez chwilę było dziwnie cicho, a ksiądz popatrzył na panią kościelną.

– Widzi pan, tutaj wszyscy dobrze pamiętają Zofię Zobel. Jest ona wielką postacią. Tylko od bardzo dawna już się o niej nie mówi.

– Ale co się stało ? – dopytywałem pełen dumy

Ksiądz nie chciał odpowiadać i zmienił temat. Kiedy skończyliśmy posiłek, ksiądz zaprosił mnie bym zobaczył coś ważnego. Zaprowadził mnie do pokoju z biblioteczką. Miał wielką kolekcję ksiąg.

– Widzi pan, mam tutaj całkiem sporą kolekcję. Mam książki bardzo stare i bardzo wartościowe. – powiedział ksiądz i zabrał jakąś książkę z pułki. -To jest księga władców Grodźca. W tej księdze pisze wszytko co można wiedzieć o władcach tej wsi.

– Dziękuję, bardzo mi się przyda !!! Teraz już muszę iść, ale sprawdzę to sobie i dokładnie oglądnę. – zebrałem się i wyszedłem z parafii i poszedłem do domu.

Wróciłem do domu i zacząłem robić notatki, dla bezpieczeństwa kiedy skończyłem od razu pojechałem na zamek. Po drodze uważnie obserwowałem zeszyt z notatkami by to co się wydarzyło już się nie powtórzyło. Kiedy dotarłem od razu chwyciłem plecak z książkami i zeszyt, zapukałem i wszedłem do środka. Gospodarz poczęstował mnie ciasteczkami prosto z pieca i herbatą prosto z Wielkiej Brytanii.

-Bardzo ważne ma pan informacje. Są bardzo cenne, ale jest jeden błąd. – stwierdził gospodarz

-Gdzie, jaki błąd ? Proszę powiedzieć !!! – pytałem

-Zofia baronowa Zobel została pochowana razem z mężem, córką i bratem jej męża, Jerzym Augustem Zoblem.

-Bratem ?! – spytałem zaciekawiony, aż nagle gospodarz rzekł

-Pewnie !!! Rozwiązał pan zagadkę. Ilość liter z imion pochowanych na Goruszce to kod do otworzenia jajka Fabergé !!!

Nagle na ziemi pojawiła się czarna jak smoła mgła, wszystkie świece zgasły. Światło księżyca oświetlało pomieszczenia, okna rozwarły się szeroko, a zasłony tańczyły niczym tancerki. W mroku pojawiło się jasne światło. Była to kobieta. Miała wielką suknię i kapelusz, a skórę miała bladą niczym ściana.

-Brawo !!! Rozwiązaliście moją zagadkę, wiele lat chroniłam jaj jak oka w głowie. W pewnym momencie stwierdziłam, że już czas by ktoś ją odkrył. – popatrzyła na nas i rzuciła jajko Fabergé – Jestem Zofia baronowa Zobel, obserwowałam was od bardzo dawna, a kiedy dowiedziałam się, że zatrudniliście detektywa trochę się przeraziłam, że odkryje moją zagadkę i mu się udało. Otwórzcie jajko !!!

Byłem trochę przerażony, ale otworzyłem jajko. W środku był poskładany kawałek papieru i dwie obrączki.

-Co to ? – spytałem i pokazałem dwie obrączki.

-Mój najcenniejszy skarb, mój mąż i córka. Te dwie obrączki mi ich przypominają. Nie widziałam ich już tyle lat. Otwórz karteczkę.

Zrobiłem to co kazała, na kartce pisało.:

Niestety, nie dostałam się do nieba. Okazało się, że żeby dostać się do nieba muszę iść do kościoła ewangelickiego i złożyć uroczyste śluby, które sprawią, że odpuszczę winy wszystkim winnym, a mi samej odpuści ktoś winy, kiedy umrę już nigdy nie zobaczę mojej rodziny, niestety.

-Żeby móc iść do nieba, do mojej rodziny muszę złożyć śluby, ale niewiem jak !!!

-Pojedziemy do kościoła !!! Teraz.

Wsiedliśmy do mojego samochodu, baronową obłożyłem materiałami i prześcieradłami, by nikt jej nie zobaczył. 20 minut jazdy i dotarliśmy do Bielska – Białej. W kościele ewangelicko – augsburskim miałem znajomego księdza, poprosiłem go o przygotowanie specjalnej uroczystości. Trochę trwało opowiadanie historii Zofii, ale szybko przeszliśmy do działania. Ksiądz przygotował wszystko włącznie z komunią i zaczęliśmy.

-Ja Zofia Zobel, władczyni zamku grodzieckiego ślubuję i oświadczam, że grzechy winnych niechaj będą przebaczone, a moje wyleczone. Ślubuję strzec ich p[o śmierci w niebie i …

Nagle światło Zofii Zobel mocno się rozjaśniło, a ona sama była zaskoczona. Okazało się, że zaczęła znikać, a to oznaczało, że jej grzechy zostały przebaczone, a ona uroczyście mogła wrócić do rodziny. Byłem zszokowany tak jak ksiądz proboszcz, który prowadził uroczystość, gospodarz nawet z zaskoczenia ostygł. Nagle Zofia baronowa Zobel zniknęła, a po niej została tylko broszka z godłem

17 wrzesień 1903 rok Grodziec Śląski

Okazało się, że grzechy Zofii Zobel zostały przebaczone, a ona wróciła do rodziny. To wszystko stało się tak szybko, że trudno to było opisać, ale wreszcie nadszedł koniec tej historii. Zofia Zobel wróciła do rodziny, a ja odgadłem zagadkę !!! Kiedy wróciłem do Warszawy zaraz wszystko opowiedziałem mojej rodzinie.

KONIEC